Sporten Wanderer – nowy model z fabryki matki wszystkich nart
Marka Sporten, czeski producent nart biegowych prowadzi w środkowej Europie najprężniej działającą fabrykę nart backcountry. Fabrykę, która produkuje lub przynajmniej okresowo produkowała narty największych marek, m.in. Asnes, Fischer, Alpina. Sporten jest więc nie tylko marką z długimi tradycjami w narciarstwie backcountry. Jako producent mógł też przez lata napatrzeć się na najlepsze technologie rodem z Norwegii czy na seryjną austriacką precyzję. Czy wykorzystał te doświadczenia w produkcji modelu Wanderer?
Jak do tej pory najszerszym nartami bc marki Sporten był model Expedition o taliowaniu 90/70/80 (dziękuję, Tomku, za podpowiedź). Nie jest aktualnie produkowany. Te lukę w 2023 Sporten wypełnia, wprowadzając na rynek model Wanderer szeroki w dziobie na 83 mm. Od dystrybutora marki Sporten – Level Sport Koncept oraz polskiego pośrednika MGB Sport otrzymaliśmy do testów dwie pary desek. Od siebie dołożyliśmy wiązanie w systemie Rottefella Xplore.
Geometria i rozmiarówka
| DŁUGOŚĆ (CM) | PROFIL | WAGA NARCIARZA (KG) |
|---|---|---|
| 170 | 83-61-72 | 55-70 |
| 180 | 83-61-72 | 65-85 |
| 190 | 83-61-72 | 75-95 |
| 200 | 83-61-72 | 80-105 |



Wrażenia Karoliny
Moje wanderery testowałam obute w Alpina Pi Pro. Poszły w śnieżne tańce w przeróżnych warunkach. W pierwszym ataku zimy w Beskidzie Wyspowym i Gorcach, przy śniegach raczej puszystych, choć czasem podbitych lodem. Na Spiskim Rzepisku, w głębokiej ciężkości odchodzącej zimy. No i wreszcie w rozmaitościach śnieżnych na narciarskich wakacjach w Tatrach.
Rozmiarówka oraz taliowanie wanderera wskazuje na zjazdowy (xcd) sznyt narty. Zdecydowanie czuć tę właściwość w terenie. Za taliowaniem nie idzie typowa dla zjazdówki miękkość komory. W terenie połogim narta wciąż daje radę. Nie jest to mocne odbicie, ale też nie oczekuję go po takiej geometrii nart. Myszkowanie (mikroślizgi narty na boki) na płaskim oczywiście czuję, ale, przyznaję, mam na tym punkcie lekkie zboczenie.
To, co szczególnie dało mi dużo satysfakcji, a przy okazji poczucie bezpieczeństwa, to dobre alpejskie możliwości tych nart – skręty równoległe w trudnym terenie (bo zdarzały się nam zjazdy po zmrożonym betonie na stokach) były dla mnie łatwe, być może jak na żadnych innych nartach. Problemem miękkiej, szerszej narty backcountry na oblodzonej nawierzchni może być ześlizg całą powierzchnią narty i trudność w krawędziowaniu. Tu tego nie czułam. Tłumaczę to sobie, m. in. zastosowaniem w wandererze dużego rockera. Bezdyskusyjnie jest to narta fajnie wchodząca w zakręty. Podbita rockerem, wystarczająco miękka i taliowana, by skręcać praktycznie ruchem stóp, bez wysiłku i wielkiej techniki.
Na uwagę zasługuje dobre trzymanie narty pod górę. Łuska naprawdę daje radę. Jest moim zdaniem dobrze osadzona w ślizgu, to znaczy odpowiednio daleko w przód w stosunku do punktu mocowania buta. Oczywiście w efekcie jest też wanderer nartą nieco wolniejszą na zjazdach.
Walory estetyczne są dyskusyjne. Mi bardzo podoba się dobór szaty graficznej. Narty prezentują się elegancko, rzec by można – odświętnie 😀 Matowe wykończenie dodaje im uroku, choć z drugiej strony, zdaje się wyostrzać nieuniknione rysy na malowaniu. Sam laminat sprawia wrażenie trwałego.
Sporten zdecydowanie dobrze wykorzystał wszystkie doświadczenia producenta, tworząc bardzo udaną nartę w swojej kategorii, powiedzmy lekkie XCD. Miałam i planuję mieć dużą frajdę z jej użytkowania!



Okiem Tomka
Z tymi nartami, to problem jest. Niby mają jakieś wymiary – długość, szerokość, wcięcie w talii sztywność komory i tak dalej. Można zmierzyć, zważyć, ścisnąć, wygiąć i wykonać szereg innych testów; podać wyniki w centymetrach, gramach i niutonach. Tylko co z tego, skoro istnieją narty o bardzo podobnych parametrach fizycznych, które jednak odbieramy jako różne?
Z drugiej strony są wrażenia narciarzy – tu się dopiero zaczyna zamęt. Wystarczy zapytać na dowolnym forum narciarskim o opinię o którymś modelu, żeby przekonać się, jak bardzo skrajne potrafią być zdania użytkowników…
No ale coś mówić trzeba, bo między tym, co mierzalne i odczuwalne mieści się właśnie magia nart. To, co sprawia, że chce nam się o nartach nie tylko mówić, ale – przede wszystkim – jeździć, testować, porównywać i zastanawiać się, co sprawia, że narty tak podobne, tak bardzo potrafią się od siebie różnić.
Tym razem na warsztat trafiły narty Sporten Wanderer, które ożeniłem z wiązaniami Rottefella Xplore i – w ramach rozszerzonego testu sprzętu – butami Alpina Alaska XP. Żeby móc cokolwiek powiedzieć sprzęt sprawdzałem na kilku wycieczkach o różnych charakterystykach i warunkach. Na pierwszy ogień poszła Magura Spiska w odwilżowym, ciężkim śniegu, potem kilka dni w Tatrach w warunkach różnych – od leciutkiego puchu, przez szreniolód na wyślizganych szlakach, po śniegi typowo wysokogórskie – twarde, przewiane i zmienne.
Pierwsze dobre wrażenie zrobiła łuska: trzyma naprawdę dobrze. Narciarze pamiętający sporteny sprzed kilkunastu lat z frezowaną łuską (tu też zdania są podzielone) najwięcej obaw mieli o trzymanie, ale pragnę ich uspokoić – czeski producent odrobił tę lekcję. Łuska pomaga zarówno przy podejściach, jak i na odcinkach połogich – mocno wgryza się w śnieg dając nie najgorsze odbicie. Wanderery to narty stosunkowo miękkie (gdzieś między Asnes Cecilie a Alpina Discovery 80), więc osoby przyzwyczajone do sztywnych biegówek mogą nie podzielać mojego zdania, co do odbicia, ale dla mnie – backcountrowego człapacza – jest naprawdę dobre. Zwłaszcza, że stosunkowo długa łuska idzie w parze z szybkimi ślizgami spiekanymi (patent podpatrzony u Fischera), więc efekt jest naprawdę dobry. Muszę zaznaczyć, że narty, które testowałem, były dla mnie o rozmiar za duże (180 cm), ale – jako że jestem przyzwyczajony i lubię dłuższe narty – bardzo mi pasowały i chyba nie chciałbym krótszych.
Najtrudniejszym testem okazał się nie do końca zaplanowany zjazd ze Skalnatego Plesa, czyli stacji pośredniej stoku Tatrzańska Łomnica. Wysokogórskie warunki o momentami dużym nachyleniu pozwoliły sprawdzić Wanderery w przeróżnych, często kombinowanych technikach zjazdowych. Był zwrot alpejski, ześlizg boczny, sporo dynamicznych skrętów równoległych, a nawet – gdy zrobiło się trochę mniej stromo – telemarki. I powiem wam, że wanderery na zjazdach śpiewają. Serio – dawno nie miałem tyle frajdy z ostrożnego (bo jednak kawał góry), ale jednak dynamicznego zjazdu. W dodatku w warunkach wcale niełatwych.
Potem – przy kolejnej wycieczce – było trochę pchania między wyślizganym szlakiem turystycznym, a łamliwej skorupce obok niego i super zjazd (choć niełatwy technicznie) w dziczy na chyba ostatnim nieprzedeptanym szlaku w Tatrach. Sporteny znów pokazały, ile daje dobra kontrola nad nartami. Zwłaszcza, gdy pod cienką warstewką puchu czai się żywy lód.
Żeby nie było, że tylko słodzę: trochę myszkowały na połogim. Nie jakoś bardzo – odczuć się to dało w szybkim zmrożonym puchu na twardej warstwie starego śniegu. Mi to nie przeszkadzało, bo odbieram je jako szybkie, ale jak ktoś lubi narty rwące przed siebie, to może go denerwować.
Narty na wyjazd zabierałem ze sobą bez żadnych oczekiwań. Na co dzień wolę węższe, więc spodziewałem się, że 83mm w dziobie będą mnie męczyć. Nie byłem przekonany, co do ich twardości i odbicia… Wracałem w przekonaniu, że Sporten Wanderer to naprawdę fajne narty. Takie, jak lubię – z niezłym odbiciem, szybkim slizgiem i dobrymi właściwościami zjazdowymi. Ani twarde wyprawowe, ani miękkie downhillowe. A może jedno i drugie? Przez myśl przeszło mi nawet, czego tydzień wcześniej na pewno bym nie pomyślał, że może znalazłem następcę, jak już się rozpadną moje stare Glittertindy… I nie piszę tego dlatego, że narty (co odnotowuje z obowiązku i uczciwości) dostałem do testów od dystrybutora Sportena (wiązania i buty miałem swoje), ale naprawdę tak myślę. Zresztą wanderery (z wiązaniami Xpolore i NNN) trafiają do wypożyczalni, więc możecie się sami przekonać.
Zapraszamy na Wasze testy wanderera w wypożyczalni



One Comment
Pingback: