Na inne kopyto – o nowej konstrukcji butów Alpiny po sezonie używania Discoverer Vital i Pi Pro

Zdarzało mi się jeździć w różnych butach, ale dotychczas na własność miałem cztery pary (trzy modele) butów. Pierwsze były BC1550 Alpiny i do dziś myślę o nich wyłącznie dobrze. Stawiałem na nich pierwsze kroki – złaziłem cały Beskid Wyspowy i okolice i nauczyłem się nie zrobić sobie krzywdy. Czułem się w nich jak w kapciach – wygodnie i bezpiecznie. Kolejne były BC1600 i z nimi łączyła mnie szorstka przyjaźń. W rozmiarówce Alpiny jestem zawsze „pomiędzy” i zwykle wybieram „te większe”. Buty BC1600 kiedyś produkowane były z bardzo twardej licowej skóry (obecnie są o wiele bardziej miękkie), więc pierwsze wyjścia na narty właściwie zawsze kończyły się lekko pozdzieranymi piętami. Nie było to bardzo uciążliwe – testowałem różne patenty: dodatkową wkładkę, żeby „zmniejszyć” o pół rozmiaru, obklejałem prewencyjnie pięty, nauczyłem się sznurować w odpowiedni dla mnie sposób, zmiękczałem buty tłuszczem… Aż wreszcie skóra się wyrobiła i zapomniałem o tym problemie. Gdy pewnej zimy na Gorcu z buta wypadła mi belka mocująca je do wiązań, nie zastanawiałem się ani chwili – sprawiłem sobie takie same. Ceniłem je za nieprzemakalność i lekkość, a sztywność, wynikająca z użytego materiału, dawała mi wrażenie dobrej kontroli nad nartami. W dodatku nowsze modele są – jak już wspomniałem – z miększej skóry, więc przesiadłem się jak w swoje buty.
Alpina Discoverer Vital
Po kilku sezonach, gdy moje tysiącsześćsetki zaczynały wykazywać objawy mocnego zużycia, postanowiłem zaszaleć i uciec do przodu – sprawiłem sobie nowość Alpiny, czyli buty Discoverer Vital. Spodziewałem się, że będą butami podobnymi do BC1600, bo również wykonane są z licowej skóry, ale okazały się zupełnie inne. W dodatku inne, niż wszystkie dotychczasowe modele Alpiny, jakby były zrobione na inne kopyto. Takie zresztą – jak się okazało – są inne nowe modele Alpiny, np. Pionier XP.
Pierwsze, co zwróciło moją uwagę w butach Discoverer, to lekkość – o 100g mniej na bucie. Całkiem dużo, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że BC1600 był do tej pory modelem chyba najlżejszym. Nie jestem jakimś tam freekiem, który waży każdy gram sprzętu, ale lubię długie wycieczki i z doświadczenia wiem, że po całym dniu człapania buty potrafią zrobić się ciężkie. Jeśli porównać disoverery np. z Alaską (za którą nigdy nie przepadałem), to na starcie mamy przeszło 200 gramów różnicy na bucie, czyli prawie pół kilo na parze! W dodatku skóra licowa (w przeciwieństwie do zamszu) jest naturalnie hydrofobowa i w odwilżowym śniegu nie pije wody – przewaga wagowa na długiej wycieczce jest jeszcze większa. Jeśli do tego mamy szersze narty, które na dziobach potrafią zebrać sporo śniegu, to okaże się, że z każdym krokiem przesuwamy trzy – cztery kilogramy! Także freekiem nie jestem, ale nosić nie lubię.



Druga rzecz, to wygoda. W butach jest miękko, sznurowanie zaczyna się dosyć wysoko, więc w miejscu zgięcia na palcach nie ma żadnych szwów, które mogłyby uciskać. Ogólne wrażenie to właśnie lekkość i wygoda. Pamiętam pierwszą wycieczkę w butach Alpina Discoverer, gdy przyzwyczajony do (mimo wszystko) twardych BC1600 zastanawiałem się, co to będzie na zjeździe. Tym bardziej, że góra przede mną niemała. No ale jakoś było – z początku narty trochę uciekały spod nóg, ale po chwili się skalibrowałem i przywykłem. I tak już – póki co – zostało…
Dicoverery użytkuję już drugi sezon i wielkich śladów zużycia nie mają. Doceniam to, że otok wokół palców jest przyszyty, więc nic się nie odkleja, mimo że jeżdżę sporo. Membrana działa – ostatnio wpadłem do kałuży ukrytej pod śniegiem i stopa pozostała sucha. Skóra się wyrobiła na zgięciach, ale nic nie uciska – w dalszym ciągu buty pozostają lekkie i bardzo wygodne. Tak buty wyglądają po niecałym sezonie dosyć intensywnego użytkowania (ok. 200 km):




Miałem niedawno okazję przez kilka dni testować nową Alaskę z wiązaniami Xplore. Buty były nowe, więc nie dziwiło mnie, że tu i ówdzie je czuję. Udało się zrobić w nich kilka naprawdę ambitnych wycieczek, więc i but się wyrobił i stopa przywykła. Ostatniego dnia wychodziliśmy na lekki spacer, a że śniegu było niezbyt dużo wolałem wziąć stare narty w standardzie NNN BC i buty Discoverer. I – choć nie przyszło mi nawet do głowy narzekać na Alaski – poczułem, że discoverery to są moje buty. Znacie to uczucie?
Karolina: Kilka spostrzeżeń na temat Alpina Pi Pro (Pioneer Pro)
Ja jak zwykle, technokratycznie i w marketingowym bełkocie, kilka słów o nowym pomyśle Alpiny na buty BC. Zmianę “kopyta” zobaczycie w modelach takich jak, z wysoką cholewką: Pi Pro (moje buty na Xplore), Di Free, Di Vital, Tr Pro; z niską cholewką: Tr Vital, Tr Free, Tr Light.


A tak serio, mimo, że te przymiotniki typu “pro” są typowo marketingowe, to jednak uważam, że zmiany techniczne są wydatne. Na pierwszy rzut oka wymienione tu buty są zgrabniejsze od wszystkich poprzedników. Wyglądem jeszcze bardziej zbliżyły się do zwykłych terekkingowych butów. Nie jest to złudzenie optyczne, ma odzwierciedlenie w wadze – generalnie są lżejsze od butów takich jak Wyoming czy Outlander, o Alaskach nie wspominając. To, co moim zdaniem zmienia najwięcej, to te tzw. strefy elastyczności, oznaczone na zdjęciu poniżej na przykładzie Pi Pro. Ja zresztą też o odczuciach piszę na podstawie użytkowania Pi Pro. But pracuje bardzo elastycznie, dając dużą swobodę i poczucie lekkości ruchu stopy. Jednocześnie nie brakuje mi stabilizacji w kostce. Połączenie miękkiej strefy sznurowania (język także jest miękki) z gładkimi/”śliskimi” sznurowadłami pozwala mi naprawdę komfortowo, bez gimnastyki zasznurować buta do pożądanej ścisłości przylegania. Podniesienie linii sznurowania znacznie powyżej palców, sprawia nie tylko, że nie ma co w palce uciskać. Zauważyłam też, że sznurówki zbierają mniej śniegu, dzięki czemu but jest po prostu mniej mokry.
Jeśli miałabym coś zarzucić pionierom, to sposób wykonania otoka. Wydaje się newralgiczny, tzn. sam otok jest cienki, cieńszy niż np. w Alasce czy Alasce XP, (bo i cały but jest z materiałów cieńszych i delikatniejszych, więc muszą “współpracować”?). Między innymi dlatego but tak miękko pracuje. Czy otok wytrzyma tę elastyczność? Zobaczymy. Pewniej bym się czuła, gdyby otok był nie tylko przyklejony, ale i przyszyty. Skóra nubukowa jest delikatna, naciachałam już nań telemarkowe sznyty, tzn. ślady po krawędzi nart od wewnętrznej strony buta. Udało mi się to także w poprzednich butach (Wyoming) – zostały blizny po świeżych nartach. Dzieje się tak, gdy jeżdżę “agresywnie” na nowych nartach z jeszcze bardzo ostrymi krawędziami. Na szczęście to powierzchowne “rany” bez wpływu na właściwości użytkowe. Póki co nie mam więc wielu słów krytyki Pi Pro. Z pewnością są to najwygodniejsze buty BC, jakie miałam i niechętnie wracam do starych.



