MIEJSCA i TRASY

Magura Spiska, ta dziksza

Z wielką radością zapraszam na wycieczkę w pasmo Spiskiej Magury. Niecierpliwie czekam na podziękowania 😉 Nie będziecie żałować ani minuty tej wspaniałej przechadzki!

Przypuszczam, że jeżeli w ogóle, to Spiska Magura kojarzy się Wam ze szczytem Magura, z Bachledową Doliną, z tą “lepiej” zagospodarowaną częścią, dostępną od przełęczy Zdziarskiej. Tymczasem to o wiele więcej! Zaczyna się od zachodu tuż nad Jurgowem, szczytem Gorków Wierch i ciągnie się przez ok. 30 km aż do Doliny Popradu. Pasmo to odwiedzamy od kilku sezonów, zwykle kończąc turnus, wyskakujemy na tzw. przewietrzenie w podróży powrotnej do domu. W tej relacji opowiem o, moim zdaniem, najfajniejszym na średniozaawansowane BC, fragmencie zachodniej części pasma.

Jakie to szczęście, że ratraki, które zaczynają ucierać ślad w pobliżu Przełęczy Zdziarskiej, docierają tylko do Bachledowej Doliny! Dzięki temu cała reszta tego pięknego pasma należy do nas. Przygotujcie się na widoki obejmujące wszystkie strony świata. Wariant wycieczki, który wykonaliśmy ostatnio, startuje z Przełęczy Magurskiej (Święty Krzyż) i jest wariantem jednokierunkowym. Dość długim i wymagającym kondycyjnie, przy czym technicznie stosunkowo łatwym, no powiedzmy średnim 🙂 Jeśli macie obawy o warunki śniegowe, możecie założyć, że najgorzej będzie na stracie z przełęczy. Ponieważ idziemy pod górę, deficyty śniegu nie krzyżują nam szyków, jest wystarczająco. Parking oznaczony jest na mapie. Ruszamy niebieskim szlakiem i nie opuszczamy go, aż do zejścia z grzbietu na stok narciarski. Zaczyna się od troszkę stromszego podejścia, jednak tak krótkiego, że prawdopodobnie nie zdążycie przekląć konieczności jodełkowania czy braku fok. Tuż za podejściem, na dłuższą, ok. 2,5 km, chwilę nasza droga połoga. Zaczyna się też nudnawo, szeroką drogą przez gęsty las…

Zaraz jednak widać światło i… cyk, wkraczamy na pierwszą polankę. Już widzimy zdobywane pasmo w całej rozciągłości i zachwycamy się warunkami śniegowymi. Wcześniej, parkując pod Świętym Krzyżem zmusiliśmy się do wyjścia z auta, stawiając opór zawierusze. No, przecież trzeba było choć chwilę się przewietrzyć. Wracamy na polankę. Wciąż jeszcze nie wiemy, że potrzeba “przewietrzenia” zaprowadzi nas aż do Jezerska. Na razie rozkręcamy karki, bo gdy las przechodzi w niższe młodniki i rzadsze, wielogatunkowe siedliska, na horyzoncie pokazują się Beskid Sądecki i Pieniny.

Aż do Smreczyn, czyli plus minus połowy naszej trasy, profil jest wznoszący z pomniejszymi łagodnymi “górkami” i “dołkami”, przeplatany momentami względnie płaskimi. Nie nudzimy się ani przez moment, bo zaczynają się widoki na południe. Już pięknie widać “Lewoczaki” z charakterystycznym dzióbkiem Čiernej Hory. Rozległą połać słowackiego Spiszu, gdzie miejscowości układają się jak węzełki na cienkich sznurkach dróg.

Na drodze stają nam w poprzek malownicze zaspy, nieodłączne ozdoby grzbietowych szlaków. Rozkoszujemy się niezmąconą ciszą i zupełnym brakiem śladów czyjejkolwiek, oprócz wiatru obecności. Z a Smreczynami czekał nas największy na grzbiecie zjazd, może być wymagający dla mniej wprawnych narciarzy. Kto by zwracał uwagę na trudności, podczas gdy spośród rzedniejącej roślinności coraz częściej wyglądają Tatry. Po zjeździe odpoczywamy pod wiatką z pięknym widokiem, ufundowaną przez gminę Lendak. A widać nie tylko najbliższe Tatry Bielskie, sponad Jatek wyglądają Lodowy Szczyt i Łomnica.

Nie mamy dość, więc postanawiamy nie zawracać, dojść do Bachledowej, wspiąć się na wieżę widokową, obejść trzykrotnie ścieżkę w koronach drzew, zjechać i wjechać gondolą, obejrzeć park miniatur, poślizgać się na zjeżdżalni, nakarmić sztuczną sarenkę, przytulić struganego górala, posłuchać muzyki na stoku! Bo czymże są góry bez infrastruktury! Tak, idziemy dalej, kminiąc, jak tu nie zahaczyć choćby okiem o te wszystkie atrakcje. W nogach już cztery z kolei dni tatrzańskie, a na trasie sporo pchania (taki mały minus połogich graniówek!) Słońce za chwilę schowa się za Łomnicą, a w dolinę daleko, do auta jeszcze dalej.

Obchodzimy szczyt Bukowina, śniegu miejscami jest bardzo mało, jest tutaj po prostu wywiany, widać resztki zlodowaciałych śladów ratraka. Za Bukowiną odbijamy w lewo na nieczynną tego dnia zjazdówkę (na stoku widzimy armatkę śnieżną, więc najwyraźniej bywa czynny). Po powrocie do domu sprawdzam, to była trasa czarna “slalomak”, zatem nie polecam 😀 Rozważcie więc przejście kawałek dalej do niebieskiej trasy zjazdówki “hreben” (pkt. 3), gdzie po łagodnym zjeździe, w miejscu połączenia z trasą czerwoną, odchodzi rowerowy szlak w dolinę. My, ze względu na coraz bardziej odczuwalny zmierzch, zdecydowaliśmy zjechać do Jezierska na obiecany skibus… Ale jeszcze patrzymy, jak słońce chowa się za Tatrami.

No i zgadnijcie? Był ten skibus czy go nie było? Organizujemy się od nowa. A w zasadzie dezorganizujemy szeregiem chaotycznych ruchów, włącznie z próbą łapania okazji do autobusu i piwkiem w czynnym pensjonacie w Jeziersku. Ostatecznie zjeżdżamy przez wieś poboczem, aż do głównej szosy. Żałujemy, że daliśmy się “skusibusowi” zamiast od razu zjechać na rowerowy szlak. Szczęśliwie na poboczu trwa jeszcze skiba odgarniętego z jezdni śniegu. Choć mało już widać, zabudowania w głębszej części Jezerska są bardzo ładne. Docieramy do przystanku przy głównej szosie, skąd po 30 minutach wpatrywania się w idealnie czarne, pełne gwiazd niebo, przyjeżdża, zgodnie z rozkładem odbiera nas Tatra Express.

Jak to zorganizować?

Propozycja trasy optimum (bez sk(us)ibusa), rozpoczyna się od parkingu przed kościołem w miejscowości Jezersko (pkt. 6). Następny krok to przejazd narciarski łąkami wzdłuż drogi przez wieś (dobrze widać trasę przejazdu na zdjęciu terenu), aż do przystanku Spišské Hanušovce,,rázc.Jezersko (ost. punkt trasy). Kwadrans przejażdżki autobusem do przystanku Reľov,,Magura i wyruszacie na szlak! Koszt biletu nieznany. Kierowca, być może z litości nad naszym położeniem (choć nie miał prawa wiedzieć, co się zdarzyło), a może faktycznie z praktycznych powodów, stwierdził, że nie opłaca mu się odpalać kasy 😀

Przełęcz Magurska – Dlhá hora – Smereczyny – Bukovina – Bachledova dolina, wieża – Jezersko kościół

trudność 5/10

(technicznie nie jest wymagająco, ale przy dystansie, spokojnie możecie dodać punkcik do trudności)

https://pl.mapy.cz/s/nasefejare

Rozkład autobusów: vlaky.sk (nazwy przystanków powyżej)

Wariant małej, ok 6 km pętelki, to wyruszyć z Przełęczy Magurskiej i w pkt. 2 trasy wrócić szlakiem rowerowym z kontynuacją do parkingu przecinką nie oznaczoną na mapie (patrzcie na zdjęcie lotnicze). Można także w dowolnym momencie zawrócić swoim śladem do przełęczy. Oczywiście wprawne oczy zobaczą warianty zjazdu na stronę Lendaka czy Zdziar. Można, można i stokiem z Bachledovej, lecz sprawa parkowania i przejazdu autobusem jest już bardziej skomplikowana. Bez przesiadki raczej się nie uda.

Pasmo samo w sobie jest bardzo ładne, ale mimo to, radzę celować w pogodę bez dużego zachmurzenia. Wycieczek po Magurze Spiskiej mam w rękawie więcej i pewnie je tu dorzucę w nieodległej przyszłości. Tymczasem zapraszam na tę piękną wycieczkę, liczę na serduszka =D

Złowiłeś inspirację? Podaj dalej źródło!

2 Comments

  • Paweł Meszyński

    Druga strona Magurki przejechana. Także przez Repisko (Rzepisko) do Jurgowa trasa zaliczona. Ciężko było i trasa wymagająca, widokowo w początkowej części jest super. A tej częsci, którą opisujecie, nie znam i chętnie. Może jeszcze zima przyjdzie w tym roku? Inspirująco 🥰

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *