MIEJSCA i TRASY

Narciarskie klasyki, czyli kilka tras, na których możesz spotkać znajomych


Są takie trasy, jak (za przeproszeniem) Skoda, albo stara Toyota – nie ma się z czego cieszyć, ale przyczepić też nie ma do czego. Wybieramy je, gdy zima kiepska, gdy śniegu znajdziemy nigdzie indziej. Albo, gdy chcemy wybrać się na łatwą wycieczkę bez narciarskich wyzwań. I rzeczywiście – nie ma się do czego przyczepić, gdyby nie to, że tłukliśmy je dziesiątki razy. Z wyboru, dla towarzystwa albo z braku laku. Czy to wystarczy, by nazwać je klasykami?Przychodzi mi do głowy kilka takich tras – jedne lubię bardziej, inne mniej. Z pewnością jest ich więcej i indywidualna lista będzie się różniła w zależności, gdzie kto mieszka, ale w moim przypadku nie wyobrażam sobie zacząć inaczej, niż:

Turbacz z Lubomierz Rzek. Często zamykamy tam sezon, bo śnieg w dolinie Kamienicy trzyma się bardzo długo. Klasyczna pętla to na górę niebieskim, a potem żółtym szlakiem przez przeł. Borek. Z Turbacza w stronę Gorca – czerwonym, a potem zielonym do Jaworzyny Kamienickiej, fotka Bulandowej kapliczki i zjazd do Rzek szlakiem końskim. Trasa w całości w obrębie parku narodowego, więc jedyne dostępne urozmaicenie, to zahaczenie o Kiczorę. Trasa jest bardzo łatwa, ale długa. Długo się podchodzi i długo – bywa że bardzo długo – zjeżdza. Koński szlak ma tak małe nastromienie, że przy wolnym śniegu ostatnie 10 km zjazdu trzeba liczyć za podejście, bo nie da się ruszyć bez odpychania kijami. Ale bywa też inaczej, więc człowiek nigdy nie wie, w jakim stanie zmęczenia dotrze na parking. Ale cóż, taki urok tej trasy.

Tzw. Polica, bo trasa odbywa się zwykle w paśmie Policy, ale na sam szczyt wiedzie rzadko. Tu nie ma parku, jest za to sieć dróg tak bogata, że mimo iż byłem tam kilkanascie razy, to chyba nigdy nie powieliłem trasy w całości. Klasyczny scenariusz to wystartować spod kapliczki w Sidzinie (przed – patrząc od strony Makowa – przełęczą Zubrzycką) i iść w górę. Większość dróg prowadzi w rejon schroniska na Hali Krupowej okalając Psią Dolinę, gdzie zwykle wiatr nawiewa duże ilości śniegu. Powrót znów „na czuja” – w chwilach słabości techniczną drogą zaopatrzenia schroniska, w momentach większej fantazji którąś ze stokówek prowadzącą w odpowiadającym nam kierunku.



Góry Izerskie – nie bywam tam często, bo to kawał drogi, ale zdarzyło się nie raz, że śnieg był akurat tylko tam. Nie przepadam za ratrakowanymi trasami, ale bogata ich sieć w tym paśmie to dobra okazja, żeby wyskoczyć na bok, na przykład na Wielką Kopę. Warto powłóczyć się po Izerskim grzbiecie, bo są tam miejsca odludne i naprawdę piękne. W dodatku łatwo dostępne dla człowieka obutego w narty. Sieć dróg jest naprawdę gęsta i z mapą w ręce można poczuć się jak jakiś pionier przedzierający się przez niedostępne ostępy. Nic, że kilometr w linii prostej setki osób ścigają się w przygotowanych torach. Taki urok dobrze zagospodarowanych miejsc turystycznych – wystarczy zboczyć w dowolną dróżkę spoza infrastruktury i nie spotkacie psa z kulawą nogą.


Stokówka. Stokówki to drogi poziomicowe, które leśnicy wykorzystują (lub wykorzystywali) do łatwiejszego transportu drewna z lasu. To dukty zwykle szerokie, o dobrej nawierzchni łagodnie pnące się i w ten sam sposób opadające, czyli oferujące dokładnie to, czego szuka rekreacyjny narciarz przełajowy. W każdym masywie są takie drogi, ale gdy na forum narciarzy biegowych pada słowo „stokówka”, wiadomo, że chodzi o tę jedną, konkretną – Stokówkę. Droga zaczynająca się na przeł. Salmopolskiej wiodąca w stronę Baraniej Góry lub Cienkowa to chyba najpopularniejsze miejsce dla narciarzy przełajowych w Beskidzie Śląskim. Stokówka – często zaśnieżona, gdy nie ma gdzie indziej śniegu to dobra baza wycieczek np. na Skrzyczne, jak i cel wycieczki samej w sobie

Dolina Kieżmarskiej Białej Wody to bardzo przyjemna trasa w Tatrach Wysokich. Dochodzimy do pięknie położonej Chaty przy Zielonym Plesie. Zaczynamy żółtym szlakiem z przydrożnego parkingu, a potem możemy zmienić na niebieski i – dalej – czerwony do schroniska i wrócić żółtym. Początek (wyjąwszy zjawiskowy potok Kieżmarskiej Białej wody) wydaje się niezbyt ciekawy, ale nie warto się zniechęcać. Dalej jest zjawiskowo i – właściwie nie ma sensu się rozpisywać – trzeba to zobaczyć. Jedna tylko uwaga – lepiej unikać weekendów. Trasa sama w sobie nie jest trudna, ale zjazd po żółtym szlaku między grupami piechurów to – szczerze mówiąc – żadna frajda. W takim wypadku chyba lepiej pójść w odwrotnym kierunku, ale – uwaga – będzie trudniej.


Gdybym jeszcze chwilę się zastanowił. to tych tras pewnie znalazło by się więcej. Niewykluczone, że lista będzie się wydłużała, choć – tak po prawdzie – to zamiast opisywać, wolę miejsca pokazywać. Ale chętnie słucham też propozycji innych narciarzy. Gdzie zatem powinienem się wybrać tej zimy? Jakie są wasze “narciarskie klasyki”?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *