Przygody tatrzańskie, czyli narciarstwo backcountry bez kompromisów – cz. 1 Tatry Wysokie, Słowacja
Wstęp do narciarstwa wysokogórskiego będzie bardzo obszerny, więc zostawiam sobie go na inny raz 🙂 Tymczasem na początek długiej serii, kilka ważnych wskazówek organizacyjnych wypadu w słowacką część Tatr Wysokich.
Po pierwsze, tatrzańska “elektriczka” – w tej części przewodnika tatrzańskiego opisuję wycieczki, których punktem wypadowym może być jakakolwiek stacja Tatrzańskiej Kolei Elektrycznej. Polecam się przy niej zlokalizować, by uniknąć kłopotliwego szukania miejsca parkingowego i dodatkowych kosztów. Przede wszystkim zachęcam do skorzystania z rzadkiej okazji porzucenia samochodu na dłużej i spokojnego oglądania widoków z pokładu transportu zbiorowego. Obowiązkowo więc zaopatrzcie się w rozkład oraz w bilet okresowy. https://predaj.zssk.sk/ Trzeba nieco cierpliwości, by przeklikać się przez podlinkowany system sprzedaży – opcja biletu okresowego jest dosyć dobrze ukryta. Najpierw wpisujecie jakąkolwiek trasę, np. Strbske Pleso – Tatranska Lomnica. Gdy system wyszuka połączenia, pamiętajcie by w okienku “train ticket selection” wcisnąć przycisk “show more options”, w kolejnym “multi-day tickets” i dopiero wtedy otworzą się przed wami możliwości zakupu wielodniowego biletu .
Po drugie, część szlaków turystycznych w Słowacji jest zimą zamknięta. Najłatwiej zobaczyć to na mapy.cz. Uzupełnieniem naszych narciarskich możliwości są w tym czasie tzw. strefy i korytarze zimowej turystyki. Ich zasięg oraz reguły korzystania znajdziecie tutaj.
Po trzecie, żadna z poniżej opisanych tras nie wymagała od nas użycia fok. Jest to jednak odczucie względne, także przeanalizujcie profile wysokościowe tras.
Po czwarte, jeśli swobodnie planujecie czas wypadu w słowackie Tatry, sprawdźcie tamtejszych ferii. Idealnie byłoby również minąć się z feriami czeskimi.
Po piąte i najważniejsze, bezwzględnie pamiętajcie o bezpieczeństwie. Sprawdzajcie bieżące komunikaty lawinowe i pogodowe na stronie słowackiego GOPRU i stosujcie się do nich.
No i wreszcie – poniżej znajdziecie pierwszą partię opisu wycieczek w słowackich Tatrach Wysokich. Sukcesywnie dorzucę pozostałe. Wkrótce także zmobilizuję się do wrzucenia relacji z kolejnych części Tatr, w tym także oczywiście polskiej. Do słowackich Wysokich Tatr już teraz możecie włączyć wycieczkę do Zielonego Stawu Kieżmarskiego.
W Dolinę Mięguszowiecką przez Popradzki Staw
Popradske Pleso stacja kolejowa – Razcestie nad Popradskym Plesom – Popradske Pleso – Mengusovska Dolina Razcestie pri Zabom Potoku – Razcestie nad Popradskym Plesom – Trigan – Strbske Pleso stacja kolejowa
trudność 7/10
https://pl.mapy.cz/s/pecubelopa
Ze stacji kolejowej w stronę Popradzkiego Stawu wyruszyliśmy drogą dojazdową do schronisk, znakowaną niebieskim szlakiem pieszym. Tyleż łatwą co… wymagającą zaciśnięcia zębów. Jednostajnie nachylona, standardowo twarda i wyślizgana nawierzchnia nie przyciąga ani łuski, ani grotów kijów. Przemęczymy to jakoś, zagadując się nawzajem lub obracając głowy na widoki. Przy hotelu górskim oglądamy przez chwilę zmarzniętą taflę stawu. Słońce pięknie uwypukla uroki miejsca. Nie czas na postój, dzień jest krótki, a przed nami plan – zajść w głąb Mięguszowieckiej Doliny.



Na rozdrożu nad Popradzkim Stawem obieramy jedyny możliwy, niebieski szlak. Początkowo poruszamy się przez las, gdzie próżno szukać wygody przejścia. Raczej jest to dość wąska ścieżka wydeptana przez pieszych (za to bez dziur!) i w różnym stopniu dostępne “pobocze”. Profil trasy od jeziora jest dosyć łagodny, tylko na krótkich odcinkach pokonujemy większe stromizny. Niecierpliwie przebieramy nartami aż do wyjścia z lasu. Ten moment uderzenia pięknem wysokogórskiej doliny już znamy i wiemy, na co czekamy. Jest pięknie! W zamknięciu doliny korona Mięguszowieckich Szczytów, z dzielącym widok na pół Mięguszowieckim Wołowcem. Z naszej, niskiej perspektywy przyćmiewa górujące nad doliną Rysy. Nad Na lewo Baszty i Szatan, na prawo Kopa Popradzka. Malowniczy mostek na Żabim Potoku to idealne miejsce by odwrócić się w stronę wylotu doliny. W otwarciu, jak w idealnym kadrze, mieści się majestatyczna Kralova Hola.




Posileni słońcem i widokami na następującym tuż za mostkiem rozdrożu obieramy kierunek Żabiego Stawu, czerwony szlak na Rysy. Mijamy się z grupą czeskich turystów, którzy skarżą się swoim przewodnikom na trudy przeprawy. Marudzą, w końcu zawracają. Gdy ścieżka zanika, brodzą w głębokim śniegu. My nie mamy tego problemu, jednak nasze przygotowanie merytoryczne i sprzętowe również nie pozwala nam iść wiele wyżej. Kończymy podejście na wysokości ok. 1750 m, gdzie robi się znacznie stromiej. Ostatnie metry podejścia to już tylko “rozpęd” do fajnego zjazdu. Rozmawiamy ze skiturowcem, który zna teren. Za jego radą i śladami na śniegu zjeżdżamy alternatywnym do pieszego szlaku przebiegiem drogi. Nie ma tam wydeptanego korytka i kłopotliwych mijanek z pieszymi. Patrząc z góry, trasa zjazdu przebiega po niewielkim po lewej stronie szlaku pieszego.



W ten sposób wracamy do rozdroża nad jeziorem. Tam obieramy czerwony szlak – magistralę tatrzańską w kierunku Szczyrbskiego Jeziora. Uwaga, to teren lawinowy! Zaczynamy lekkim zjazdem do mostku na pięknie rozlanym potoku (Hińczowym lub Mięguszowieckim), potem pokonujemy 20 metrów przewyższenia na krótkim odcinku, by dalej, już poziomicowo dojść do grzbietu Skrajnej Baszty. Ten odcinek naszej trasy jest bardzo ładny. Nad wąską, wbitą w zbocze ścieżką od czasu do czasu wiszą skały. Wciąż widoczne są zostawione za plecami szczyty. Z przodu przebłyski widoku na kotlinę Popradu.





Docieramy do rozdroża Trigan, gdzie spotykamy się z zielonym szlakiem z Popradzkiego Stawu. Tuż za nim las rzednieje, a my podziwiamy podświetlone niskim już słońcem stoki Soliska i górująca nad nimi sylwetkę skoczni narciarskiej. Pozostało nam zjechać do Szczyrbskiego Jeziora. Zjechać momentami stromym zjazdem, gdzie, z powodu bliskości jeziora, liczniej napotykamy pieszych. Ostrożnie dojeżdżamy do zabudowań i kończymy oczywiście na stacji “elektriczki”. To była bardzo ładna, urozmaicona wycieczka!





Dolina Małej Zimnej Wody z licznymi atrakcjami
Stary Smokovec – Hrebienok – Starolesnianska Polana – Chata Zamkovskeho – Mala Studena Dolina -Razcestie pri Zamkovskeho chate – Razcestie pri Skalnatej Chate – Tatranska Lomnica
trudność 9/10
https://pl.mapy.cz/s/gukovuheha
Marzy nam się zajrzeć do kolejnej tatrzańskiej dolinki. Pada na doliny Staroleśniańską i Małej Zimnej Wody. Jeszcze nie wiemy, na którą się zdecydujemy, decyzję podejmiemy na rozdrożu nad Rainerową Chatką. Wiemy, że wyruszamy na mocno uczęszczane szlaki, więc nie nastawiamy się na samotność i kontemplację przyrody. Wybieramy wyjście ze Starego Smokowca na Hrebienok, poruszamy się po dobrze oznaczonej narciarskimi śladami trasie podejścia wzdłuż linii kolejki. Nad Hrebeniokiem, rzutem na taśmę, wchodzimy na odcinek magistrali tatrzańskiej. Rzutem na taśmę tuż przed zamknięciem z powodu osunięcia szlaku. Dziś widzę ten odcinek szlaku oznaczony jako zamknięty na mapy. cz (stąd w zamieszczonym linku inny przebieg wycieczki niż w opowieści). To niestety duża strata, bo jest to bardzo przyjemny, łatwy technicznie i widokowy fragment trasy. Możliwości dojścia do Rainerowej Chatki jest na szczęście więcej. Nad Rainerową Chatką orientujemy się, że dolina Staroleśniańska jest niemal całkowicie pogrążona w cieniu. My planujemy skorzystać z pięknego, słonecznego dnia, więc decydujemy się na Dolinę Małej Zimnej Wody.



Szlak doprowadza zakosami do schroniska Zamkovskiego. Bardzo atrakcyjną widokowo, eksponowaną drogą o umiarkowanej stromiźnie (taka średnia tatrzańska, czyli 100 m w górę na 1000 m w przód). Droga trawersuje stok trzema zakosami, mamy więc fajną zmianę widoku. Dodatkową atrakcją jest przejście przez mostek nad pięknym Olbrzymim Wodospadem. Ponieważ stok jest silnie nasłoneczniony, warunki śniegowe są tam niepewne. Na tej części szlaku spotykamy bardzo wielu turystów. Niepokoi nas perspektywa mijania się z nimi w drodze powrotnej. Póki co jednak idziemy w górę, docieramy do schroniska Zamkovskiego i stamtąd zielonym szlakiem ruszamy w głąb doliny. Znanym nam już z Doliny Mięguszowieckiej typem drogi przemierzamy niedługi odcinek leśny. Poza lasem także jest podobnie, jednak tu droga częściowo biegnie holwegiem (wądrożem), co dla mniej wprawnych narciarzy może stanowić poważny problem zjazdowy. Dolina jest też sporo węższa od Mięguszowieckiej i nie widać dodatkowego wariantu zjazdowego. I tym razem wiemy, że zakończymy naszą wycieczkę pod stromą ścianą progu lodowcowego. Na wejście wyżej jeszcze nie czas. Obejrzymy wnętrze doliny, okalające szczyty – Lodowy, Łomnicę, Pośrednią Grań i wyruszymy w drogą powrotną. Tym razem w ramkę otwarcia wylotu doliny oprawiony jest idealny widok na miasto Poprad.






Zjazd do Zamkovskiego jest dosyć emocjonujący. Jak się za niedługo okaże, jeszcze nie ten najbardziej dzisiejszego dnia 😉 Przy chacie podejmujemy słuszną decyzję o odejściu na magistralę tatrzańską w kierunku Łomnicy. Unikniemy dzięki temu kłopotliwego zjazdu w gąszczu turystów. Pokonany odcinek od Zamkovskiego do Łomnickiego Stawu (Skalnaté Pleso) jest w miarę jednostajnie nachylony (znów typowe 100m przewyższenia na 1000m trasy). Ze względu na szerokość ścieżki i nastromienie odradzam poruszanie się w przeciwnym kierunku. Na styku z Łomnicką Granią przystajemy w pięknym punkcie widokowym okraszonym wygodną na popas wiatką. Panorama jest oszałamiająca. Będzie towarzyszyć nam już do końca trawersu zboczem Łomnicy, odwracając uwagę od sporych trudności technicznych. Ścieżka jest wąska, a zbocze strome. Przecina także potencjalnie lawinowe żleby. Główną trudnością jest twardy, zlodowaciały, przewiany i po prostu – mało przyczepny śnieg.



W naszym planie są dwa warianty – przejść niebieskim szlakiem https://pl.mapy.cz/s/mubatudaka i wrócić do mniej stromej części łomnickiego stoku lub po prostu zjechać stokiem. Jest już późno, decydujemy się na krótszą opcję. W pierwszej połowie zjazd Łomnicą jest bardzo wymagający. Na szczęście warunki są znośne i udaje nam się bez większych problemów ją pokonać. Druga połowa to już trasa niebieska, której zjeżdżanie daje nam duuużo frajdy! Wycieczka do Doliny Małej Zimnej Wody jest urozmaicona, atrakcyjna widokowo, wymagająca technicznie i bardzo satysfakcjonująca.





Dzikość w sercu turystycznej dżungli – do Rakytovskich Pliesek przez Jamski Staw
Strbske Pleso – Jamske Pleso – Rakytovske Pileska – Strbske Pleso
trudność 6/10
https://pl.mapy.cz/s/gasukuvelo
Z przyjemnością uciekamy z tłocznych okolic Szczyrbskiego Jeziora. Wykonujemy niepełne okrążenie jeziora i wyruszamy magistralą tatrzańską w kierunku zachodnim. Najpierw poruszamy się ratrakowanym odcinkiem, będącym częścią większej pętli tras biegowych. Tuż za nim odrobina podejścia, a dalej nasza droga wiedzie z niewielkim nachyleniem, głównie poziomicowo przez prześwietlony teren – kosówkę, łęg. Chwilami znajdujemy się w gęstszym zadrzewieniu. Idziemy “u stóp” Tatr, nie widząc szczytów. Oko mamy za to Niżne Tatry w całej rozciągłości!



Mimo przyzwoitej pogody i widocznego śladu narciarsko – pieszego, przez cały dzień spotykamy tylko dwie osoby (pomijając spacerowiczów wokół jeziora i biegaczy na pętli). Taką trasą docieramy do Jamskiego Stawu. Miejsce ładne, choć oczywiście zimą trudno dostrzec uroki stawu. Nadal cieszymy się absolutną pustką! Korzystamy z wiatki popasowej, rozgrzawszy się (tak, to jeden z najzimniejszych dni sezonu!), ruszamy w drogę powrotną. Wracamy do niebieskiego szlaku, by zjechać nim do granicy Rezerwatu Furkotskiej Doliny.



Już na rozdrożu z przyjemnością odkrywamy, że nie postała tam przez nami żadna stopa. Otrząsamy się z zachwytu dzikim miejscem w środku turystycznej dżungli, bo zjazd jest dość stromy i wymagający. Podłoże jest twarde i silnie pofałdowane, na nim niewielka warstwa świeżego opadu. Dojeżdżamy do głęboko wciętego potoku i wyszukujemy przejście po mini kładce. Nieco akrobacji urozmaica trasę. Nadal nie jest łagodnie, lecz nic to w porównaniu z niektórymi beskidzkimi zjazdami. Otwarły się widoki na wiszące nad nami Solisko, Skrajną Basztę, na Kończystą.


Wyzwaniem okazuje się przesiadka na edukacyjną ścieżkę Rakytovske Plieska. Znakowanie marne, a teren… stworzony do gier. Pamiętajcie, rzadko rozstawione, luźne, nieregularne poziomice wróżą przygody! Znaczy to tyle, że teren jest tak urozmaicony, pocięty parowikami i stromymi pagórkami, że mapa tego nie ogarnia 😉 Zgubić się w takim środowisku, to jak mrugnąć okiem. Wokół żadnych śladów. Słowem – raj! O, jakże cudownie smakuje narciarstwo w takich okolicznościach.



Jeszcze wizyta przy obiecanych w nazwie ścieżki Rakytovskich Plieskach i stromszym zjazdem docieramy do zielonego szlaku pieszego, który doprowadzi nas z powrotem do Szczyrbskiego Jeziora. Będzie to początkowo przecinka wśród rzadkich zadzrzewień, z której nadal pięknie widoczne są Niżne Tatry. Dalej nieco szersza droga w gęstniejącym drzewostanie. Zakończymy ścieżką trawersującą las wprowadzającą wprost w inny świat – hoteli Szczyrbskiego Jeziora. Tak z nieba na ziemię zlądowaliśmy z powrotem w miasteczku. A że śniegu nie brakło, zjechaliśmy wprost na peron tatrzańskiej “elektriczki”. A gdyby było go jeszcze więcej, pojechalibyśmy tak zwaną starą drogą wzdłuż kolei zębatej aż do Tatrzańskiej Szczyrby. Ta część przygody musi zaczekać na lepszą część zimy. Wycieczka do Jamskiego Stawu, a głównie część powrotną polecam jako odtrutkę na tatrzańskie tłumy. P.S. Zdjęcia z tego wyjścia są skromne. Było bardzo zimno i szkoda było energii na zabawy fotograficzne.




To dopiero pierwsze strony z dziennika przygód tatrzańskich!
Złowiłeś inspirację? Podaj dalej źródło!


