Tylko dla geeków – fizyka i metafizyka nart w porównaniu “osiemdziesiątek”
Od dawna na moim “warsztacie” leżą popularne narty, na których porównanie wielu z was czeka. Mnożą się też u nas śniadaniowe dyskusje o różnych właściwościach nart, a co raz, to wchodzimy głębiej w szczegóły. No bo narta jaka jest, każdy widzi. A tymczasem tu coś wystaje mniej, tam zaś sięga dalej, bardziej się wygina albo twardsze jest czy bardziej porowate. I tak do kupy zebrane drobiazgi mogą całkiem skomplikować prosty obraz narty. Tak, proszę państwa, inżynieria pełną gębą! Spróbuję trzymać się ścisłych dziedzin nauki i operować na faktach 😀 Na koniec interpretacje i odczucia z terenu. Ruszamy!
Do tego “laboratorium” narciarskiego wrzucam więc konkretne modele nart. Wrzucam worek pod nazwą umowną “osiemdziesiątki”, bo ich wymiary w dziobie wokół tej liczby oscylują.
Pacjenci:

Wybaczcie, testy przeprowadzaliśmy ze świadomością niedoskonałości metod i narzędzi, które można skrytykować na wiele sposobów. W tej konkretnej sytuacji chcę porównać narty, więc jakie nie byłyby metody pozyskiwania danych, stosowane są jednakowo do każdego modelu nart. Dobór badanych nart także nie jest idealny. Starałam się porównać (w miarę możliwości) narty podobnej długości. Czasem jestem w dolnej, czasem w górnej granicy przedziału wagowego danej długości. Z wagą 68 kg nie mieszczę się jedynie w zakresie wagowym dla Madshus Panorama M62 182 cm. Cóż, wbrew pogłoskom, nie mam do swojej dyspozycji pełnej rozmiarówki nart, o których zamarzę 😉 A po drugie, przez lata doświadczeń przywykliśmy, że “i tak” rozmiarówki należy traktować orientacyjnie. Po trzecie, z dodatkowym alibi przychodzą producenci, spośród których nie wszyscy (np. Alpina i Madshus) podają oficjalne wytyczne doboru.
Kształty
Funkcjonalność naszych nart określają, m. in. poszczególne ich kształty.
Łuk – komora odbiciowa
“Osiemdziesiątki” różnią się na sam przód cechą najważniejszą (co już wiecie stąd) – sztywnością komory. Od tego zatem zaczniemy, brnąc w coraz to bardziej niepozorne sprawy…
Na początek wykonaliśmy prosty test sztywności komory. Do przeprowadzenia testu użyliśmy elektronicznej wagi łazienkowej marki Hoffen o dokładności pomiaru do 100 g oraz czterech numerów kwartalnika “Akcent”. “Akcent” ułożyliśmy w dwa stosy (po 408 stron każdy) na wysokość odpowiadającą wysokości wagi. Położenie wagi środkowaliśmy względem położenia stopy w wiązaniu. Krawędzie “Akcentów” spoczywały pod punktami styku narty z podłożem (tego bliższego wiązaniu) w ogonie i czubie, a więc były rozstawione na długość komory odbiciowej. Przed testem narty przez 24 godziny przebywały w temperaturze pokojowej, sam test odbył się w tej samej atmosferze i przy asyście trzech niezależnych obserwatorów 😀


Chcieliśmy sprawdzić, jak dużo z naszego ciężaru “pochłonie” komora narty, a ile przeniesie na wagę. Im niższy odczyt wagi, tym więcej naszego ciężaru rozkłada się na narcie, a więc tym sztywniejsza komora narty.
Klasyfikacja sztywności komory wg odczytu wagi:
- Fischer Traverse 78 – 30,6 kg
- Rossignol BC 80 – 33,4 kg
- Alpina Discovery 80 – 35,3 kg
- Sporten Wanderer – 37,2 kg
- Asnes Cecilie Skog – 41,0 kg
- Madshus Panorama M62 – 44, 5 kg






Wyniki – odczyt wyświetlacza wagi pod obciążeniem konkretnych nart – odpowiadały wynikom innych testów, np. ręcznego ściskania, testów kartek i kartoników i wreszcie praktyki terenowej . No, mniej więcej o czym będzie w podsumowaniu.
W wynikach najlepiej widać, to co i gołym okiem widoczne – madszusy to narty krojone na zjazd, z wyraźnie miększą od reszty komorą.
Charakterystykę komory, można by rozwinąć o jej wysokość i rozpiętość, ale… może innym razem 😉
Jak mogliście przeczytać w tekście “uściśnij narty“, oprócz sprężystości centralnej części narty, różną elastyczność wykazują przód i tył. Z tą elastycznością wiąże się pojęcie “rocker” albo “nordic rocker”.
Kołyska – rocker
Może już słyszeliście o rockerze? Prędzej Ci z Was, którzy mieli wcześniej do czynienia z nartami zjazdowymi, a jeszcze prędzej z nartami freeride’owymi. Rocker to nazwa nawiązująca do kształtu podstawy kołyski czy bujanego fotela, odzwierciedla linię narty. Wspomniane wyżej narty freeridowe mają właśnie taki kołyskowy, łódkowaty kształt. Rocker w nich jest i od strony dzioba i ogona, stąd narty o takim kształcie można nazwać nartami z … odwróconą komorą. Wiem, dużo tych informacji… ;p W naszych nartach rocker nie jest widoczny na pierwszy rzut oka, ale ujawnia się po obciążeniu narty. Dlatego też możecie tez spotkać się z określeniem “early rise”. Ja nazywam tę właściwość narty “wynurzeniem”. Jak to działa? Punkt styku narty z podłożem cofa się w kierunku wiązania (powiedzmy więc, że rocker ma wymiar poziomy), a dziób narty unosi się (i pionowy). Jeszcze lepiej widać to zjawisko, gdy złożymy narty ze sobą ślizgami. Na poniższych zdjęciach liniami i strzałkami zaznaczyłam linie styku i ich przesunięcie. Zmianę odległości dziobów widać gołym okiem.


To wynurzenie narty ma niebagatelne znaczenie dla nośności, zwłaszcza w luźnym, głębokim śniegu. Narty rockerowane są stabilniejsze w puchu. Łatwiej nimi skręcać, nawet w narcie ze stosunkowo małym taliowaniem. Pojadą szybciej w dół. Szybciej czy też lżej pójdą także do przodu po płaskim.
Obecność/zakres rockera modyfikuje właściwości jezdne poszczególnych typów nart (sztywna vs miękka komora). Trochę jakby zbliżał do siebie zakresy ich możliwości. Rocker w narcie ze sztywniejsza komorą pomaga w inicjowaniu skrętów (jak już wiecie, na sztywnej narcie trudniej wymusić skręt), bo troszkę skraca aktywną krawędź. Rocker w narcie miększej i szerszej poprawia krawędziowanie i sterowność w trudnych warunkach, na twardej i wyślizganej powierzchni. Czyż nie brzmi jak magiczny składnik do pełni smaku?
W warunkach kuchennych (dosłownie!) pomierzyliśmy rockery branych pod lupę nart. Do pomiarów rockera składaliśmy narty ślizgami i od dziobów przesuwaliśmy między nartami kartonik grubości 1 mm, aż do oporu w punkcie styku nart. W układzie luźno złożonych nart mierzyliśmy “oderwanie dzioba” (C). Do pomiaru rockera poziomego spinaliśmy narty ściskiem stolarskim w miejscu montażu belki buta i powtarzaliśmy czynność z kartonikiem (C+D). Wysokość dzioba (A) mierzyliśmy kładąc nartę na blacie i przykładając do blatu kątownik stolarski. Wysokość rockera (B) mierzyliśmy podobnie, po uprzednim przypięciu narty ściskiem stolarskim do blatu. Poniżej w tabelce znajdziecie wyniki pomiarów, opisane według oznaczeń na rysunku.

| A | B | A+B | C | D | C+D | |
| Alpina Discovery 80 | 7,3 | 0,7 | 8 | 15 | 6,9 | 21,9 |
| Asnes Cecilie Skog | 7,7 | 0,7 | 8,4 | 15,7 | 3,5 | 19,2 |
| Fischer Traverse 78 | 6,8 | 0,7 | 7,5 | 14,2 | 5,3 | 19,5 |
| Madshus Panorama M62 | 6,3 | 0,8 | 7,1 | 18 | 6,2 | 24,2 |
| Rossignol BC 80 | 4,5 | 0,9 | 5,4 | 13,5 | 5,3 | 18,8 |
| Sporten Wanderer | 7,3 | 0,7 | 8 | 19,7 | 8,3 | 28 |
Stożek – taper
Oprócz tego, że dziub się wynurza, to jeszcze może przyjmować różny kształt. Dzioby szczodrzej przycięte, węższe, głębiej sięgające w nartę, bardziej stożkowate to te sprawniejsze na śniegu. Po pierwsze, dlatego, że mniejszą powierzchnią haczą w śniegu i łatwiej się wynurzają. Po drugie, ułatwiają prowadzenie narty prosto. Trochę tak, jakby węższym, bardziej czubatym końcem lepiej wskazywały kierunek jazdy. Po trzecie, mniej przeszkadzają, kiedy wykonujemy skręty równoległe (narta “bokiem do śniegu”) czy w ogóle prowadzimy narty na krawędzi. Po czwarte, ścięte czubki zmniejszają opory także w inicjowaniu skrętów. Po piąte, zbierają mniej śniegu, kiedy jest głęboki lub lepi się do wierzchu nart (więc są podwójnie lżejsze!).
Wszystkie “badane” narty mają całkiem zgrabne dzioby. Niewątpliwie, najzgrabniejszym dziobem – wąskim i głęboko zaciętym – pochwalić może się Asnes Cecilie.


Klepsydra – taliowanie/sidecut
Taliowanie, czyli wcięcie w linii nart dla wszystkich naszych “badanych” wynosi ok. 20 mm. Jest to rozmiar taliowania, który daje już fajne efekty skrętności nart – tzn. czyni wejście w skręt łatwiejszym, a sam promień skrętu pozwala zbliżyć się do wymarzonego śladu serpentyny na śniegu. Z wymiarów taliowania wynika konkretny promień skrętu. Jeśli chcecie wiedzieć, jak maksymalnie zakręcony ślad może zostawić na śniegu (narta; nie narciarz;), możecie obliczyć to z użyciem konkretnego wzoru. Z pewnością jednak bardziej opłacą się ćwiczenia w terenie 🙂
Taliowanie podane przez producentów znajdziecie w pierwszej tabelce w tekście. Z ciekawostek, Fischer i Alpina podają różne wartości taliowania dla interesujących nas modeli. Złóżcie je ze sobą ślizgami, przesuńcie dłonią wzdłuż krawędzi, a zobaczycie, że taliowanie jest… identyczne!
Jednym ze skutków bogatego taliowania nart jest utrudnienie w prowadzeniu ich prosto. Tak, coś za coś. Jeśli taliowanie połączymy z miękką komorą, mamy przepis na nartę “myszkującą”, czyli pracującą w poślizgu leciutko na boki. To zjawisko w różnym stopniu dokuczliwe zależnie od rodzaju śniegu i nachylenia terenu. “Myszkowanie” szczególnie uwidacznia się na płaskim, wyślizganym podłożu, kiedy nie człapiemy, a próbujemy maksymalnie wykorzystać dane nam odbicie. Większość producentów w “zadanych” nartach niweluje myszkowanie poprzez dodanie rowka wzdłuż ślizgu. Ten ma za zadanie prostować trajektorię poślizgu. Spośród ujętych w porównaniu nart, jedynie panoramy nie mają wyżłobionego rowka (co widać tez na zdjęciu łuski)
Trzymanie vs ślizganie
Łuska
Istotą narciarstwa przełajowego jest pokonywanie tras o zmiennym nachyleniu. Pod górę korzystamy z łuski. Na tę różne marki mają różne patenty. Różnice polegają na: umiejscowieniu łuski, kształcie łusek, długości strefy łuski.
Obecnie powszechnie występujący typ łuski, to łuska prasowana. Taka łuska jest wypukła (pozytywna), bo wyciśnięty nadmiar materiału nie jest w żaden sposób odcinany. Powstaje wskutek odciśnięcia specjalnej formy w zastygającym ślizgu. Strefa łuski nieco “wyrasta” ponad poziom krawędzi w stosunku do reszty ślizgu. Niegdyś, narty Sportena czy Fischera produkowane były z tzw. łuską ciętą (negatywną), czyli po prostu nafrezowaną w gotowym ślizgu. Dyskusja o wyższości jednej nad drugą już wygasa, bo z łuską ciętą współcześnie trudno się spotkać. Mnie zdarzyła się na B-gradowych (czyli w skrócie na nartach z kosmetycznymi wadami) marki Asnes. Łuska ta jest wycięta profesjonalnie, maszynowo (nie chałupniczo), prawdopodobnie w fabryce, w której narty powstały. Narty Cecilie Skog, które tu opisuję, mają właśnie taką łuskę ciętą.







Patenty konkretnych marek są przeróżne. Mamy zwykłą, jednakową na całej długości łuskę w disco 80, którą Alpina określa jako “patterned base”. Takąż samą w Rossignol BC 80, tutaj pod nazwą Positrack.
Pozytywna jest też łuska w Madshus Panorama M62 i w nartach Asnesa (tych z oryginalną łuską, nie jak moje Cecilie) z tym, że już z większą filozofią. Tu łuski są tzw. strefowe. Madshus Omnitrack podzielona jest na cztery (albo 7, zależy, jak liczyć) strefy tarcia rozchodzące się od środka w obu kierunkach (od najgęstszej pod butem). W asnesach też są strefy, ale już tylko trzy, a ten typ ślizgu (w odróżnieniu od ślizgu gładkiego) Asnes nazywa po prostu “waxless” (bezsmarowe).
Łuski w fischerach czy w wandererach jest wstawką czy tzw. insertem – strefą wstawioną w gładką część ślizgu, zrobioną z innego (a przynajmniej inaczej wyglądającego materiału). Nie podejmę się jej klasyfikować, jest inna od wszystkich. Teoretycznie jest także typem łuski pozytywnej – czyli odciśniętej, a nie wyciętej. Ale.. Nie odstaje tak samo z powierzchni ślizgu, a jej rysunek jest zwrócony przeciwnie niż w pozostałych modelach. Kiedy bada się ją dotykowo, sprawia wrażenie wyciętej. Być może jest odciskana a następnie “strugana” na całej powierzchni, przez co niwelowana jest do poziomu krawędzi? Wydaje się, że również jest strefowa, tzn. “ostrzejsza” ku środkowi, co czuć pod palcami, a nie jest widoczne gołym okiem.
Istotną cechą łuski jest długość oraz położenie względem punktu mocowania buta. Poniżej przedstawiam wyniki pomiarów według schematu: długość łuski do przodu + w tył = całkowita długość.
- Fischer Traverse 78 – 44,5 cm + 40,5 cm = 85 cm
- Sporten Wanderer – 41 cm + 35 cm = 76 cm
- Alpina Discovery 80 – 38 cm + 43 cm = 81 cm
- Madshus Panorama M62 – 38 cm + 42,5 cm = 80,5 cm
- Asnes Cecilie Skog – 26 cm + 24 cm = 50 cm!
- Rossignol BC 80 – 38 + 43 = 81 cm
Jaka łuska lepiej trzyma lepiej?
- dłuższa niż krótsza
- im wyżej osadzona od wiązania w kierunku dzioba
- na narcie miękkiej (ponieważ łatwiej ją docisnąć) niż na sztywnej


Foczka
Fischer i Asnes w każdym modelu nart backcountry montują otwory na zaczepy krótkich fok lub minifok. Easy Skin od Fischera występuje w 3 szerokościach (35, 50, 65 mm) w wersji mieszanki moheru z syntetykiem. Patent Asnes X-skin w szerokości (30, 45, 58 mm) w kilku wersjach materiałowych na różne warunki śniegowe. Sposób montażu fischerów wymaga przełożenia zaczepu na wierzchnią stronę narty, przez co wymaga zdjęcia narty przed odklejeniem foczki. W Asnesie można foczkę odkleić, nie zdejmując nart. Jeśli łuska to bieżnik naszych nart, foczki są odpowiednikami łańcuchów. Przydadzą się, kiedy nawierzchnia jest oblodzona lub gdy śnieg tak zmrożony i puszysty, że “ucieka” spod łuski. Na zdjęciach powyżej zobaczycie, że w zakresie “trzymania” fiszery i asnesy różnią się nie tylko położeniem łuski, ale i bardzo rozbieżnym położeniem zaczepów do fok.
Chemia ślizgania
W tworzeniu ślizgów nart stosuje się dwie technologie. Używa się tego podobnego materiału – polietylenu – w różny sposób go preparując. W ślizgu tzw. tłoczonym, granulki/pelet polietylenowy topi się i tak powstałą masą formuje ślizg. W ślizgu spiekanym ten sam pelet (a może prawie taki sam) poddawany jest prasowaniu w wysokiej temperaturze. Ślizg spiekany na oko odróżnimy od tłoczonego porowatością.
W produkcji tańszy, w utrzymaniu prostszy do reparacji, wymagający mniej pielęgnacji (smarowania) i trwalszy jest ślizg tłoczony. Ślizg spiekany jest wrażliwszy na uszkodzenia mechaniczne i na brak smarowania, potrzebuje więcej uwagi. Zaniedbany ślizg spiekany nie wybacza braku smarowania, jak to jest w przypadku tłoczonego, i nie pojedzie. Za to odwdzięczy się za opiekę – dzięki porowatości będzie lepiej trzymał smar. W użytkowaniu ślizg spiekany (nasmarowany!) jest szybszy od tłoczonego, ma lepsze właściwości jezdne.
Oczywiście sprawa ślizgów jest bardziej skomplikowana, oprócz technologii obróbki, i sam materiał się różni. Przedrostki dla polietylenu mogą być “ultra high molecular..” albo “high modulus”. Jednak wybaczcie, chemia molekularna, to już za wysoka dla mnie poprzeczka…
Spiekane ślizgi znajdziecie w nartach Fischera. W obu przypadkach łuska jest wstawką w gładkiej części spiekana, a strefa łuski tłoczona (bo w spiekanym ślizgu łuski się nie tłoczy). Podobnie, także z tzw. insertem strefy łuski, wygląda ślizg wandererów. Przy bliższym wglądzie i dokładniejszym badaniu dotykowym, na części gładkiej ślizgu nie widzę cech ślizgu spiekanego (aczkolwiek, mogę się mylić, bo po co producent stosowałby insert?). Nie myślę o tym w charakterze rozczarowania, bo, jak już wiecie, oba ślizgi mają swoje zalety. Uległam jednak pewnemu “złudzeniu optycznemu” wywołanemu zastosowaniem insertu z łuską. Super zaawansowanymi chemicznie spiekanymi ślizgami chwali się Asnes. Stosuje je we wszystkich nartach oprócz serii waxless (przypominam, że chodzi o te z łuską). Takie ślizgi użytkuję w moich “celkach”. Cała reszta, to, wg mojej wiedzy, ślizgi tłoczone.



Laminat
Trzymać śnieg narta może także od góry 😀 Pewnie nie raz zorientowaliście się, że szura się wam coraz ciężej z powodu pasażera na gapę…. Bywa, że śnieg wyjątkowo klei się nam nie tylko do niewłaściwie posmarowanych ślizgów, ale i na wierzchnią stronę nart. Ilość zbioru zależy od zastosowanego w narcie laminatu. To taki mały szczegół, a potrafi mieć wielką wagę! Podczas wycieczek w głębokim i dosyć wilgotnym śniegu, prze granicznej temperaturze zauważyliśmy, jak różnie mogą wyglądać narty….

Narty z lewej strony – Fischer Traverse 78 już z grubsza otrzepane (a prawa z pary oskrobana ze śniegu), narty z prawej – Asnes Cecilie Skog – nie ruszane. Wszystkie narty marki Asnes, jakie miałam w rękach, pokryte są niegładkim, matowym, fakturowanym nylonowym laminatem. Tak przy okazji ładnym – bo imitującym zmrożoną lub oszronioną powierzchnię. Laminatem śniegofobowym? Na drugim biegunie mamy Fischera, którego powierzchnia kocha przytulać śnieg. Jakie są wasze doświadczenia?
Powyższy wybór cech nart nie wyczerpuje tematu. Wyczerpał natomiast mnie 😀 Dlatego na teraz stawiam kropkę, ale kto wie, może będzie druga część….




“Badania terenowe”
Zanim przejdę do obiecanych wrażeń z użytkowania, chcę zaznaczyć, że nie wszystkie narty znam jednakowo. Z disco 80, celkami czy trawersami mam do czynienia od 3 przynajmniej sezonów w każdych możliwych warunkach. Porównywalnie wypadają madszusy i wanderery – przynajmniej 8 razy na wycieczkach w różnych warunkach. Najmniej mam do powiedzenia o Rossignol BC 80, które miałam na nogach dwa razy.
Po połogim
Najlepiej znam disco 80, bez dwóch zdań. Mają fajne odbicie, jestem z niego zadowolona do tego stopnia, że chciałabym zafałszować wyniki pomiaru sztywności! Serio? Jak to możliwe, że fiszery wychodzą bardziej sztywne od disco? Nawet długość (rozpiętość) i wysokość komory są w fiszerach większe. Dobrze nasmarowany ślizg spiekany szybszy. A przecież w terenie czuję różnicę, mniej więcej jak między szosówką na asfalcie a trekkingiem. W odpowiedzi na zagadkę przychodzą drobne różnice, jak np. dłuższa łuska, która może w fiszerze nadto jednak wystaje przed wiązanie? Trawersy to miały być moje wymarzone narty. Miały mieć wszystko, na czym mi zależy: bardzo dobre odbicie, prędkość i trochę taliowania, by nie walczyć z materią, gdy chcę poskręcać. W dzień pierwszego porównania tych dwóch par nart śniegu było duuuużo. No a disco (słusznie;)!) wyżej zadziera nosa i dzięki temu łatwiej przełamuje w poślizgu opór głębokiego śniegu. I tego konkretnego dnia, to magiczny parametr – wynurzenie – sprawił, że Discovery 80 przebiły u mnie trawersy 🙂
Naprawdę dobre odbicie mają rossi, i przy łusce podobnej do disco, wrażenia jechania w przód są porównywalne. Rossi mają co prawda duży pionowy rocker, ale dziób wynurza się z relatywnie niskiego pułapu, także w porównaniu z resztą modeli, wypada słabiej w głębszym śniegu. Może nie przesadzę jeśli uznam, że mimo miękkiej komory, panoramy wydają mi się szybsze od fiszerów. Ale to już pod warunkiem, że powierzchnia pod nartą nie jest wyślizgana i panoramki nie szurają na boki, tracąc w ten sposób sporo z kierunkowego impetu (i jeszcze brak rowka rowka prowadzącego w ślizgu).
O dziwo, mimo długiej łuski, szerokości i dość miękkiej komory, w kategorii poślizg na połogim nieźle sprawują się wanderery. Wygląda na to, że wcześnie uniesiony dziób istotnie redukuje opór (choć w moim odczuciu, nadal daleko im do lekkości disco).
Asnes Cecilie wykazały mała dynamikę rockera, za to wyjściowy poziom położenia dzioba jest najwyższy, co przynajmniej częściowo działa jak wyniesienie wskutek rockera. Do krótkiej łuski, a więc ograniczonego tarcia, dołożymy charakterystykę spiekanego ślizgu (sintered base), i – mimo dość miękkiej komory – mamy przepis na demony prędkości. Tak, tak, narty iście wyścigowe. Przynajmniej w mojej wersji wykończenia ślizgu. Celki to narty dynamiczne, węższe od reszty tu opisywanych, leciutkie na nogach. Kiedy śnieg jest choć trochę lepki, wolny, a profil trasy połogi, celki wybieram bez zastanowienia. Po cichu marzę, żeby NNN BC na celkach wymienić na Xplore z butami Pioneer Pro. To będzie pełnia lekkości!


Pod górę
Choć nadal, dla aktualizacji wrażeń, od czasu do czasu zakładam trawersy, to tamtego dnia testowego bez żalu oddałam Tomkowi te moje “wymarzone” narty. Co przyniosły Tomkowi? Z pewnością solidne podparcie w czasach kontuzji. Świetne, bezkonkurencyjne trzymanie łuski może sprawdza się, by zminimalizować ryzyko obsunięcia narty w czasie podchodzenia (zwłaszcza, że dostępny jest upgrade trzymania w postaci Easy Skin).
Bardzo dobre trzymanie zapewniają także wanderery, to dzięki połączeniu wysuniętej w przód łuski i miękkości narty. Disco 80 wypadają poprawnie, znaczy nic im nie brakuje. Podobnie jak rossi. Nieco gorzej chwytają się śniegu panoramy, mimo takie samego usytuowania łuski. Co więcej, wedle logiki fizyki, miększa narta ma łatwiej dociskalną łuskę, a jednak na disco 80 pod górę trzymanie mam lepsze. Być może jestem trochę za lekka na tę długość madszusów (niby tutaj jestem poza rozmiarówką)? Albo brak rowka w ślizgu ma znaczenie dla trzymania na podejściu… ?
Celki na łusce trzymają słabo. Łuska jest bardzo krótka, a brakuje jej zwłaszcza w przód od buta. Cóż, Asnes nad łuskę przedkłada smarowanie nart na trzymanie, a jeśli to mało, proponuje całą gamę foczek x-skin. Foczki na mróz i puch (moher), foczki na każdy śnieg (mix), foczki typowo do podchodzenia i praktycznie bez poślizgu (nylonowe), szybkie foczki “race”, które sprawdzą się i w dół i w górę. Odnoszę wrażenia, że wersja waxless nart Asnes to dana na siłę odpowiedź na potrzebę młodego rynku backcountry i szerokiej grupy konsumentów poza Skandynawią. Z lewa i prawa Asnes dostaje kiepskie recenzje tej łuski, ale czy planuje coś z tym zrobić? Ja się nie zrażam, lubię moje celki. Z samą łuską idę, gdy śnieg choć troszkę jest mokry/lepki. W naszych warunkach zimowych to jednak najczęstsza sytuacja 🙂 Na inne okazje montuję foczkę już w domu, by w temperaturze pokojowej dobrze przykleiła się do ślizgu. W 90 % wyjść pierwsza faza wycieczki to podejście. Na połogim też z foczką jest nieźle. W dół zdejmuję. Przede wszystkim używam celek na oblodzonej nawierzchni odsłoniętych grzbietów (Karkonosze, Niżne Tatry, Pilsko, Bieszczady) czy w podejściach dolinami, gdzie śnieg jest wyślizgany, ubity (ostatnio żałowałam, że nie mam, na drodze do Popradzkiego Plesa).



W dół
W jeździe w dół w zakrętach brylują narty z miękką komorą. Byłoby to zdanie w pełni prawdziwe, gdybyśmy nie mieszkali w klimacie umiarkowanym przejściowym 🙂 Brylują zatem w warunkach bardzo dobrych, w luźnym śniegu. Jeśli chodzi o jazdę w puchu, to w moim porównaniu panoramy wypadają najlepiej. Mam to na świeżo i aż uśmiecham się do wspomnienia zeszłotygodniowego zjazdu po polanach pod Mogielicą. Ach! Skręcają przepięknie, lekko, bez wysiłku, po prostu bajka! Blisko za nimi pojadę w puchu na wandererach – będą “płynąć” w zakrętach. Nieco mniej spektakularnie wypadają modele ze sztywniejszą komorą, bo skręcanie wymaga i techniki i siły, ale wciąż taka jazda jest bardzo przyjemna! Celki: jeśli tylko zapanuję nad prędkością, to z radością skręcają, bo komora w celkach jest miękka i fajnie układa się pod butem.
W gorszych warunkach śniegowych pewniej czuję się na disco czy na trawersach. Sprawdzają się w potrzebie zjechania przez las lub otwartą przestrzeń, gdzie przeplata się nawiany gips i lodowe łaty, a ja rozkładam cały wachlarz bezpiecznych technik zjazdowych, od prostego pługu po ześlizg boczny. W tym kontekście pozytywnie zaskoczyły mnie wanderery, naprawdę nieźle dawały radę na wyślizganym, bardzo twardym stoku. Jak już pisałam, prawdopodobnie w dużej mierze zawdzięczam te odczucia sporemu rockerowi. I ta obserwacja ma zastosowanie także w przypadku Asnes Cecilie. Gdy mam do pokonania zjazd szusem (szybko, na wprost), szczególnie fajnie jest na disco 80 czy celkach, bo jadą sprawniej od reszty, mniej muszę pracować kijami. Rossignole z szybkością także wpadają w tę grupę. Wolniejsze od całej reszty są według mnie trawersy.



Jeśli jeszcze nie znaleźliście odpowiedzi na dręczące Was pytania, to proponuję uścisnąć narty jeszcze raz. Pomyślcie, co jest dla Was w narciarstwie istotne. Pewien manewr między właściwościami nart daje też dobór rozmiaru. To znaczy, przykład z brzegu – gdybym wybrała sobie fiszery o jedną długość wyżej, może przestałabym skarżyć się na zamulanie… A żeby już całkiem was pocieszyć, kończąc, posłużę się ulubionym powiedzonkiem Tomka: “Nie ma złych nart. Są tylko źli narciarze”
Miło, że dobrnęliście do końca. W nagrodę możecie skorzystać z kodu promocyjnego 80 na zakup wszystkich nart (z wybranymi wiązaniami) opisanych w tekście. Kod daje 10% zniżkę w sklepie dla pierwszych 5 osób, które go wykorzystają.





